Na salę przystrojoną w jednorożce wchodzi Marysia przebrana za tubkę z farbą.
Marysia: Witaaaaajcie! Dzięki waszej cudnej pamięci o konkursie musimy ogłosić, że drugie zadanie nie poszło tak dobrze jak ostatnie! Wszem i wobec więc ogłaszam, że wszyscy co nie nadesłali prac odpadają. Prace były piękne, śliczne i wogóle. Zdecydowanie naszą faworytką była autorka tego dzieła:
Mystic-
Madagaskar, środek lata, najsłynniejszy bank klejnotów i niepokonany złodziej. Jednak nie taki zwykły przestępca. Przy Golden Street mieszkał George Silver. Należała do niego najpiękniejsza willa w okolicy. Każdy go znał, albo raczej wiedział tylko to co mógł wiedzieć.
Milioner przechadzał się po delikatnym, czerwonym dywanie paląc fajkę. W pewnym momencie otworzyły się drzwi.
-Panie, siła robocza prosi o ponowne omówienie planu- powiedział przerażony lokaj. Wiedział że jego szef tego nienawidzi.
-Ależ oczywiście, już do nich idę-odpowiedział George z trudem powstrzymując gniew. „Dlaczego tym debilom trzeba wszystko powtarzać?” Wziął głęboki wdech i wszedł do pomieszczenia w którym obmyślał każdy spisek. Było tu ciemno i zimno, jedynymi meblami były: piękny i drogi drewniany stół, pasujące do niego krzesła i wygodny, czerwony fotel. Ściany były zaklejone wykresami i opisami znanych policjantów.
-A więc, czego chcecie chłopcy?- zapytał ojcowskim tonem.
-Bo my, no... ten tego.... zapomnieliśmy wszystko. Można by jeszcze raz wszystko omówić?-zapytał jeden z nich
-Ależ oczywiście, a więc za godzinę wchodzimy do tego znanego banku, wiecie co to bank prawda?-zapytał, gdyż bardzo wątpił w inteligencję jego współpracowników.
-Wiemy, wiemy- padła odpowiedź.
-No więc ja unieruchomię wszystkich pracowników, zamknę bank, a wy wyniesiecie klejnoty do mojej furgonetki. Potem wrócicie do domu a ja odjadę.
-A co z zapłatą?
-Mój lokaj wam zapłaci.
Uspokojeni wyszli z sali. George przez chwilę nasłuchiwał kroków swoich goryli, a potem podszedł do ściany i otworzył ją. W środku znajdowało się jedyne w domu lustro. Było duże i w pięknej złoconej ramie. Milioner przyjrzał się sobie. Zobaczył czterdziestoletniego mężczyznę z kozią bródką, czarnymi włosami i pokaźnymi brwiami. Miał na sobie garnitur od najlepszych projektantów i złotą laskę w dłoni. Ale to co najbardziej przykuwało uwagę to nie był strój tylko oczy. Niebieskie jak ocean, bajeczne jak niebo. Nie dało się ich opisać. W pewnym momencie zmieniły kształt i kolor. Potem George przemienił się w hipisa, ale tylko w lustrze, gdyż tak naprawdę cały czas był w swoim drogich ciuchach. Złodziej mrugnął i wszystko było jak dawniej. Nie był on zwykłym przestępcą, tylko hipnotyzerem tak biegłym w swojej sztuce że potrafił oszukać własne odbicie. Nie zamierzał on płacić tym gorylom. Mieli oni wyczyścić skrytki zostawiając swoje odciski palców a potem przyjść tu, gdzie będzie czekać już policja. A on będzie jeszcze bardziej bogaty. Co nie znaczy że zaprzestanie kraść. O nie, zacznie rabować jeszcze częściej. A gdy stanie się najbogatszym człowiekiem na świecie ma zamiar wykupić wszystkie firmy i tym samym zapanować nad światem. Jeśli się to mu uda będzie rządził żelazną ręką. A będzie ciężko go powstrzymać gdyż tylko on wie o swoich zdolnościach hipnotycznych. George stał tak i uśmiechał się dopóki nie postanowił już wyjść i wybrać się do banku. Mijał ulicę z dziwnymi drogowskazami, mnóstwo skrzyżowań, imponujące domy i ludzi którzy nie wiedzieli co to znaczy skromność. Pod ty względem świetnie tu pasował. George kochał być w centrum uwagi i pokazywać innym, że są gorsi od niego. W pewnym momencie stanął w drzwiach banku. Popatrzył ochroniarzom głęboko w oczy. Przybrali oni głupkowaty wyraz twarzy i weszli za nim do środka.
-Dzień dobry, witam w najbezpieczniejszym miejscu w całym Madagaskarze. Czym mogę służyć?- spytała życzliwie recepcjonistka.
-Niech pani popatrzy mi w oczy.
-Proszę mi tu żartów sobie nie stroić bo wezwę...- w tym momencie podniosła głowę i spojrzała tam gdzie chciał. Po godzinie wszyscy byli zahipnotyzowani a nagrania z kamery skasowane. Milioner oszukiwał maszyny spojrzeniem, w końcu one były jak lustra. Tak łatwo je omamiał. Potem jego niezbyt inteligentni ochroniarze zapakowali klejnoty do jego ciężarówki. Wsiadł do auta i odjechał zostawiając za sobą słoneczne miasto i zastanawiając się jak szybko dowie się o tym napadzie prasa.
Hucky: Ahh... Madagaskar... fajnie to wymyśliłaś... praca bardzo mi się spodobała. 7/10
Marysia: Też mi się podoba. Wszystko ciekawie obmyślane i sam pomysł akcji na Madagaskarze. 8/10
Marysia: Praca lepsza niż w poprzednim etapie. Lekko zawiodła mnie kobieta na pierwszym planie. Pastele (bo nimi chyba rysowałaś, prawda?) można wspaniale wykorzystać jeśli nie będzie się kolorować jednolicie jedną kredką. Cienie na włosach są i już je ożywiają. Za to cienie na bluzce i cerze leżą i kwiczą. Dam jednak 7/10 bo detale są godne pogratulowania.
Hucky: Twój rysunek jest dość ciekawy. Fajny jest ten koleś, co napada na bank... fajna kominiarka... 7/10
Czwartek, 22.05.2010r.
Drogi pamiętniku.
Dziś wyszłam ze szpitala po tym jak z nie równoważony mężczyzna zrobił napad na bank.
A to wszystko zaczęło się po południu, wtedy gdy ja akurat weszłam na mą zmianę.
Alis, moja koleżanka poszła na zaplecze i tak na prawdę to jej zawdzięczam moje życie.
Jak zwykle obsługiwałam klientów. Dosyć łatwa i nudna praca. Minęła godzina 15 gdy do banku,
wszedł jakiś face z obsługi światła. Niby nic ale coś mi się w nim nie podobało.
Położył swój sprzęt na podłodze i poszedł do ubikacji. Obsługiwałam wtedy przemiłego mężczyznę.
Gdy ten już odszedł ja nachyliłam się pod blat aby ugryźć kęs kanapki. Nagle usłyszałam krzyk,
Był on tak przerażający że gdy go usłyszałam, moje ciało zamarło. Bałam się podnieść zza blatu.
Usłyszałam męski zachrypiały głos "Pokaż się". Ze strachem w końcu wyjrzałam zza blat.
Zobaczyłam jakiegoś faceta ubranego na czarno z kominiarką na głowie i pistoletem w dłoni.
Obok wejścia do ubikacji zauważyłam strój elektryka. I wtedy dotarło do mnie że to nie był żaden
Elektryk tylko ten mężczyzna który mierzył do mnie z pistoletu. Kazał mi napełnić jego worki pieniędzmi
z sejfu. Wzięłam torbę i zaczęłam ją napełniać. Powiedziałam mu że się doigra i policja go w końcu
złapie. Wtedy on podniósł pistolet i strzelił mi w ramie, lecz nie trafił. Było małe lecz faktycznie bolesne
zadrapanie. Nie wiem czy spudłował czy zrobił to celowo. Wtedy łzy poleciały mi szybciej. Zaczęłam
napełniać następny worek. Nagle przypomniało mi się że moja koleżanka Alis jest na zapleczu.
Złodziej nie był zawodowcem ponieważ nie sprawdził żadnych pomieszczeń. Zawołałam głośno
"Alis, biurko, dół, kod 152". Oznaczało to że Alis miała nacisnąć guzik który znajdował się pod
biurkiem, a kod 152 oznaczał napad na bank. Zrobiłam dobrze dla banku lecz źle to wyszło dla
mnie. Gdy złodziej to usłyszał, od razu krzyknął coś o tym że się doigrałam i postrzelił mnie w brzuch.
Jedynie co pamiętam to dźwięk syren i tłuczące się szyby. Inni mi mówili że złapali tego złodzieja,
a mnie od razu przewieźli do szpitala. Teraz odczuwam straszny ból pod żebrami, ale jest on nie ważny,
ponieważ w ogóle się cieszę że żyję. I to jedyne co mnie teraz cieszy.
Drogi pamiętniku.
Dziś wyszłam ze szpitala po tym jak z nie równoważony mężczyzna zrobił napad na bank.
A to wszystko zaczęło się po południu, wtedy gdy ja akurat weszłam na mą zmianę.
Alis, moja koleżanka poszła na zaplecze i tak na prawdę to jej zawdzięczam moje życie.
Jak zwykle obsługiwałam klientów. Dosyć łatwa i nudna praca. Minęła godzina 15 gdy do banku,
wszedł jakiś face z obsługi światła. Niby nic ale coś mi się w nim nie podobało.
Położył swój sprzęt na podłodze i poszedł do ubikacji. Obsługiwałam wtedy przemiłego mężczyznę.
Gdy ten już odszedł ja nachyliłam się pod blat aby ugryźć kęs kanapki. Nagle usłyszałam krzyk,
Był on tak przerażający że gdy go usłyszałam, moje ciało zamarło. Bałam się podnieść zza blatu.
Usłyszałam męski zachrypiały głos "Pokaż się". Ze strachem w końcu wyjrzałam zza blat.
Zobaczyłam jakiegoś faceta ubranego na czarno z kominiarką na głowie i pistoletem w dłoni.
Obok wejścia do ubikacji zauważyłam strój elektryka. I wtedy dotarło do mnie że to nie był żaden
Elektryk tylko ten mężczyzna który mierzył do mnie z pistoletu. Kazał mi napełnić jego worki pieniędzmi
z sejfu. Wzięłam torbę i zaczęłam ją napełniać. Powiedziałam mu że się doigra i policja go w końcu
złapie. Wtedy on podniósł pistolet i strzelił mi w ramie, lecz nie trafił. Było małe lecz faktycznie bolesne
zadrapanie. Nie wiem czy spudłował czy zrobił to celowo. Wtedy łzy poleciały mi szybciej. Zaczęłam
napełniać następny worek. Nagle przypomniało mi się że moja koleżanka Alis jest na zapleczu.
Złodziej nie był zawodowcem ponieważ nie sprawdził żadnych pomieszczeń. Zawołałam głośno
"Alis, biurko, dół, kod 152". Oznaczało to że Alis miała nacisnąć guzik który znajdował się pod
biurkiem, a kod 152 oznaczał napad na bank. Zrobiłam dobrze dla banku lecz źle to wyszło dla
mnie. Gdy złodziej to usłyszał, od razu krzyknął coś o tym że się doigrałam i postrzelił mnie w brzuch.
Jedynie co pamiętam to dźwięk syren i tłuczące się szyby. Inni mi mówili że złapali tego złodzieja,
a mnie od razu przewieźli do szpitala. Teraz odczuwam straszny ból pod żebrami, ale jest on nie ważny,
ponieważ w ogóle się cieszę że żyję. I to jedyne co mnie teraz cieszy.
Hucky: Po pierwsze, nie da się zrobić napadu na bank. Po drugie "Ze strachem w końcu wyjrzałam zza blat.", chyba zza blatu... praca może być, więc... 6/10
Marysia: Ciekawy pomysł na napisanie w formie pamiętnika, więc to już plus. Troszkę mało opisów, ale nie jest źle. Podoba mi się, że praca jest opisana tak monotonnie. Obsługiwanie, gryz kanapki to łoł, nagle napadają. Dobrze jest, daję 7/10
Następne zadanie to...
Stworzenie pracy po cytat!
Jeśli będzie to praca tekstowa- musicie na górze umieścić tytuł, który będzie cytatem. A w rysunku możecie zarówno umieścić cytat na obrazku, albo podać nam go w mailu.
Może być to jakiś mądy cytat z książki, wymyślny przez was, bądź jakiś słynny, znany cytat. Wszystko jedno. Ale dla ułatwienia podam tu kilka cytatów. Możecie je wykorzystać:
"Pióro mocniejsze jest niż miecz"
"Nie ma pięknych śmierci. Niektóre po prostu można opisać pięknymi słowami"
"Są momenty, w których trzeba być po prostu egoistą."
"Samotność to nic takiego, poprostu trochę się marznie na słońcu"
Prace wysyłać na konkursaka@wp.pl i nie zapomnijcie podać swojego nicka na Wonderlife!
Liczę na waszą kreatywność!
Całuski!



