Nowe zadanie brzmi "Napad na Bank" robione w parach.
Obie prace (danie przez jedną parę) muszą być spójne.
Może być to plastyczna+literacka, albo dwie literackie ściśle spójne ze sobą.

Pary:
Kolorowa Herbata + Roustreet

Rosalie Wrzos-Hudson + Mysic

Eirene + Redie

Termin do 10 sierpnia- Współpracujcie!

poniedziałek, 19 września 2011

3 zadanie

Na salę przystrojoną w jednorożce wchodzi Marysia przebrana za tubkę z farbą.
Marysia: Witaaaaajcie! Dzięki waszej cudnej pamięci o konkursie musimy ogłosić, że drugie zadanie nie poszło tak dobrze jak ostatnie! Wszem i wobec więc ogłaszam, że wszyscy co nie nadesłali prac odpadają. Prace były piękne, śliczne i wogóle. Zdecydowanie naszą faworytką była autorka tego dzieła:
Mystic-
Madagaskar, środek lata, najsłynniejszy bank klejnotów i niepokonany złodziej. Jednak nie taki zwykły przestępca. Przy Golden Street mieszkał George Silver. Należała do niego najpiękniejsza willa w okolicy. Każdy go znał, albo raczej wiedział tylko to co mógł wiedzieć.
              Milioner przechadzał się po delikatnym, czerwonym dywanie paląc fajkę. W pewnym momencie otworzyły się drzwi.
-Panie, siła robocza prosi o ponowne omówienie planu- powiedział przerażony lokaj. Wiedział że jego szef tego nienawidzi.
-Ależ oczywiście, już do nich idę-odpowiedział George z trudem powstrzymując gniew. „Dlaczego tym debilom trzeba wszystko powtarzać?” Wziął głęboki wdech i wszedł do pomieszczenia w którym obmyślał każdy spisek. Było tu ciemno i zimno, jedynymi  meblami były: piękny i drogi drewniany stół, pasujące do niego krzesła i wygodny, czerwony fotel. Ściany były zaklejone wykresami i opisami znanych policjantów.
-A więc, czego chcecie chłopcy?- zapytał ojcowskim tonem.
-Bo my, no... ten tego.... zapomnieliśmy wszystko. Można by jeszcze raz wszystko omówić?-zapytał jeden z nich
-Ależ oczywiście, a więc za godzinę wchodzimy do tego znanego banku, wiecie co to bank prawda?-zapytał, gdyż bardzo wątpił w inteligencję jego współpracowników.
-Wiemy, wiemy- padła odpowiedź.
-No więc ja unieruchomię wszystkich pracowników, zamknę bank, a wy wyniesiecie klejnoty do mojej furgonetki. Potem wrócicie do domu a ja odjadę.
-A co z zapłatą?
-Mój lokaj wam zapłaci.
Uspokojeni wyszli z sali. George przez chwilę nasłuchiwał kroków swoich goryli, a potem podszedł do ściany i otworzył ją. W środku znajdowało się jedyne w domu lustro. Było duże i w pięknej złoconej ramie. Milioner przyjrzał się sobie. Zobaczył czterdziestoletniego  mężczyznę z kozią bródką, czarnymi włosami i pokaźnymi brwiami. Miał na sobie garnitur od najlepszych projektantów i złotą laskę w dłoni. Ale to co najbardziej przykuwało uwagę to nie był strój tylko oczy. Niebieskie jak ocean, bajeczne jak niebo. Nie dało się ich opisać. W pewnym momencie zmieniły kształt i kolor. Potem George przemienił się w hipisa, ale tylko w lustrze, gdyż tak naprawdę cały czas był w swoim drogich ciuchach. Złodziej mrugnął i wszystko było jak dawniej. Nie był on zwykłym przestępcą, tylko hipnotyzerem tak biegłym w swojej sztuce że potrafił oszukać własne odbicie. Nie zamierzał on płacić tym gorylom. Mieli oni wyczyścić skrytki zostawiając swoje odciski palców a potem przyjść tu, gdzie będzie czekać już policja. A on będzie jeszcze bardziej bogaty. Co nie znaczy że zaprzestanie kraść. O nie, zacznie rabować jeszcze częściej. A gdy stanie się najbogatszym człowiekiem na świecie ma zamiar wykupić wszystkie firmy i tym samym zapanować nad światem. Jeśli się to mu uda będzie rządził żelazną ręką. A będzie ciężko go powstrzymać gdyż tylko on wie o swoich zdolnościach hipnotycznych. George stał tak i uśmiechał się dopóki nie postanowił już wyjść i wybrać się do banku. Mijał ulicę z dziwnymi drogowskazami, mnóstwo skrzyżowań, imponujące domy i ludzi którzy nie wiedzieli co to znaczy skromność. Pod ty względem świetnie tu pasował. George kochał być w centrum uwagi i pokazywać innym, że są gorsi od niego. W pewnym momencie stanął w drzwiach banku. Popatrzył ochroniarzom głęboko w oczy. Przybrali oni głupkowaty wyraz twarzy i weszli za nim do środka.
-Dzień dobry, witam w najbezpieczniejszym miejscu w całym Madagaskarze. Czym mogę służyć?- spytała życzliwie recepcjonistka.
-Niech pani popatrzy mi w oczy.
-Proszę mi tu żartów sobie nie stroić bo wezwę...- w tym momencie podniosła głowę i spojrzała tam gdzie chciał. Po godzinie wszyscy byli zahipnotyzowani a nagrania z kamery skasowane. Milioner oszukiwał maszyny spojrzeniem, w końcu one były jak lustra. Tak łatwo je omamiał. Potem jego niezbyt inteligentni ochroniarze zapakowali klejnoty do jego ciężarówki. Wsiadł do auta i odjechał zostawiając za sobą słoneczne miasto i zastanawiając się jak szybko dowie  się o tym napadzie prasa.

Hucky:  Ahh... Madagaskar... fajnie to wymyśliłaś... praca bardzo mi się spodobała. 7/10
Marysia: Też mi się podoba. Wszystko ciekawie obmyślane i sam pomysł akcji na Madagaskarze. 8/10
Eirene-
Marysia: Praca lepsza niż w poprzednim etapie. Lekko zawiodła mnie kobieta na pierwszym planie. Pastele (bo nimi chyba rysowałaś, prawda?) można wspaniale wykorzystać jeśli nie będzie się kolorować jednolicie jedną kredką. Cienie na włosach są i już je ożywiają. Za to cienie na bluzce i cerze leżą i kwiczą. Dam jednak 7/10 bo detale są godne pogratulowania.
Hucky: Twój rysunek jest dość ciekawy. Fajny jest ten koleś, co napada na bank... fajna kominiarka... 7/10

Czwartek, 22.05.2010r.
Drogi pamiętniku.
Dziś wyszłam ze szpitala po tym jak z nie równoważony mężczyzna zrobił napad na bank.
A to wszystko zaczęło się po południu, wtedy gdy ja akurat weszłam na mą zmianę.
Alis, moja koleżanka poszła na zaplecze i tak na prawdę to jej zawdzięczam moje życie.
Jak zwykle obsługiwałam klientów. Dosyć łatwa i nudna praca. Minęła godzina 15 gdy do banku,
wszedł jakiś face z obsługi światła. Niby nic ale coś mi się w nim nie podobało.
Położył swój sprzęt na podłodze i poszedł do ubikacji. Obsługiwałam wtedy przemiłego mężczyznę.
Gdy ten już odszedł ja nachyliłam się pod blat aby ugryźć kęs kanapki. Nagle usłyszałam krzyk,
Był on tak przerażający że gdy go usłyszałam, moje ciało zamarło. Bałam się podnieść zza blatu.
Usłyszałam męski zachrypiały głos "Pokaż się". Ze strachem w końcu wyjrzałam zza blat.
Zobaczyłam jakiegoś faceta ubranego na czarno z kominiarką na głowie i pistoletem w dłoni.
Obok wejścia do ubikacji zauważyłam strój elektryka. I wtedy dotarło do mnie że to nie był żaden
Elektryk tylko ten mężczyzna który mierzył do mnie z pistoletu. Kazał mi napełnić jego worki pieniędzmi
z sejfu. Wzięłam torbę i zaczęłam ją napełniać. Powiedziałam mu że się doigra i policja go w końcu
złapie. Wtedy on podniósł pistolet i strzelił mi w ramie, lecz nie trafił. Było małe lecz faktycznie bolesne
zadrapanie. Nie wiem czy spudłował czy zrobił to celowo. Wtedy łzy poleciały mi szybciej. Zaczęłam
napełniać następny worek. Nagle przypomniało mi się że moja koleżanka Alis jest na zapleczu.
Złodziej nie był zawodowcem ponieważ nie sprawdził żadnych pomieszczeń. Zawołałam głośno
"Alis, biurko, dół, kod 152". Oznaczało to że Alis miała nacisnąć guzik który znajdował się pod
biurkiem, a kod 152 oznaczał napad na bank. Zrobiłam dobrze dla banku lecz źle to wyszło dla
mnie. Gdy złodziej to usłyszał, od razu krzyknął coś o tym że się doigrałam i postrzelił mnie w brzuch.
Jedynie co pamiętam to dźwięk syren i tłuczące się szyby. Inni mi mówili że złapali tego złodzieja,
a mnie od razu przewieźli do szpitala. Teraz odczuwam straszny ból pod żebrami, ale jest on nie ważny,
ponieważ w ogóle się cieszę że żyję. I to jedyne co mnie teraz cieszy.
Hucky: Po pierwsze, nie da się zrobić napadu na bank. Po drugie "Ze strachem w końcu wyjrzałam zza blat.", chyba zza blatu... praca może być, więc... 6/10
Marysia: Ciekawy pomysł na napisanie w formie pamiętnika, więc to już plus. Troszkę mało opisów, ale nie jest źle. Podoba mi się, że praca jest opisana tak monotonnie. Obsługiwanie, gryz kanapki to łoł, nagle napadają. Dobrze jest, daję 7/10

Następne zadanie to...
Stworzenie pracy po cytat!
Jeśli będzie to praca tekstowa- musicie na górze umieścić tytuł, który będzie cytatem. A w rysunku możecie zarówno umieścić cytat na obrazku, albo podać nam go w mailu.
Może być to jakiś mądy cytat z książki, wymyślny przez was, bądź jakiś słynny, znany cytat. Wszystko jedno. Ale dla ułatwienia podam tu kilka cytatów. Możecie je wykorzystać:

"Pióro mocniejsze jest niż miecz"
"Nie ma pięknych śmierci. Niektóre po prostu można opisać pięknymi słowami"
"Są momenty, w których trzeba być po prostu egoistą."
"Samotność to nic takiego, poprostu trochę się marznie na słońcu"

Prace wysyłać na konkursaka@wp.pl i nie zapomnijcie podać swojego nicka na Wonderlife!
Liczę na waszą kreatywność!
Całuski!

wtorek, 19 lipca 2011

Wyniki pierwszego etapu

Dopadły nas wyniki pierwszego etapu. Oto możecie zobaczyć co sędziowe sądzą o waszych pracach, albo poprostu zwęszyć konkurencje. ;)

Oto wszyscy, którzy się dostali do konkursu, po obejrzeniu prac przez sędziów:

Praca numer jeden- Eirene

Hucky: Twoja praca bardzo mi się podoba. Masz gust… to trzeba przyznać. Nie kojarzę, ale mówi się chyba, że „masz bardzo staranną kreskę…”. Twoją pracę można wziąć też za w połowie pisemną, ale jest fajna. 7/10
Marysia: Całkiem ładne. Widać, że się starałaś. Wczułaś się w życie na Marsie i ich codzienność, a w końcu o to chodziło w tym zadaniu. Zastanawia mnie tylko co to za planeta na górze po lewej, bo na Ziemię mi to nie wygląda. A te dwa lądy nie przypominają Ameryki Północnej i Połódniowej. Niestety, diabeł tkwi w szczegółach.
7/10
Shakinice: Praca bardzo pomysłowa. Lecz nie tak dobra. Tak, pół na pół. 5/10.

Praca druga- Roustreer


Hucky: Słuchaj... twoja praca jest trochę żenująca, bo liczyłem na coś... "łał!".  Jak na pierwszy etap zdajesz egzamin z sześcioma punktami, ale potem będziesz się musiała trochę bardziej postarać…6/10
Marysia: Hym... hym. Nie wiem co o tym myśleć. Powiedziałabym ci tu o anatomi człowieka (mówię tu o szyi względem ramion), ale to w końcu nie człowiek ;)
Pomysł ciekawy, jeśli chodzi o wykonanie. Tylko zawiodłaś mnie w jednym- mówię o kosmicie. Czemu jest zielony? Mało oryginalne. 
5/10
Shakinice: Szczerze ? Niestety ale mi się nie podoba. Jedyne zadziwiające jest tło, ale i tak nie za bardzo szczególne. Pracę oceniam 3/10
Okej, teraz prace literackie:
Praca trzecia-Rosalie Wrzos-Hudson
         Część Książki
   "Życie na Marsie"
  Rakieta po długim locie za lądowała wyszedł z niej w stroju astronauty Jacob-miał on brązowe oczy i czarne włosy oraz czekoladową karnacje. Ujrzał on nieznaną mu planetę pokrytą pomarańczowym piaskiem oraz różnorodnymi skałami.-Jacob wyciągnął swoją gazetę o planetach i stwierdził cicho mówiąc nazwę tej planety swoim melodyjnym głosem-Mars.Byłam jego towarzyszką, wyszłam wystraszona z rakiety.- nie na widziałam latać, Jacob zapytał się mnie zdenerwowanym głosem-Wiesz gdzie jesteśmy?!-odpowiedziałam nietypowym głosem-Nie...-ciągnął rozmowę-Na Marsie!-bardzo się zdenerwowałam, zaczęłam ciężko oddychać,Jacob to zauważył i zapytał troskliwym głosem-Jessica?Jessica co ci jest?!-Zemdlałam gdy pomyślałam że nagle zepsuje się nam rakieta...,nie budziłam się dość długo ponieważ nie chciałam tracić tej chwili spokoju,obudziłam się po jakimś czasie,usłyszałam głos Jacoba-Jessica?Jessica żyjesz?!-otwarłam oczy i powiedziałam piskliwym głosem-Żyję...Jacob...czy...my my dalej jesteśmy na...-przerwał mi-Tak.-zapytałam zdenerwowana-A czy rakieta...-głos mi zadrżał-działa?-odpowiedział zamyślony-Nie.-spanikowałam.-Co??To co my zostaniemy tu na zawsze?!Nie...to się nie może dziać naprawdę...-przytulił mnie w obawie że zaraz zemdleję mówiąc-Wszystko będzie dobrze... byłem na to przygotowany-Jacob wiedział że takie coś może się zdarzyć,kosmos to jego obsesja,a ja jestem w nim bezgranicznie zakochana,ulżyło mi jednak to że był przygotowany,Jacob odgarnął moje kasztanowe włosy z twarzy i powiedział-Wszystko będzie dobrze.-przytaknęłam,usiadłam na jednej z nielicznych skał,widziałam jak Jake rozkładał namioty,czułam się dziwnie widząc jak on rozkłada mój namiot, więc zapytałam- Jake,mogę jakoś pomóc-odpowiedział-Nie dzięki.- wstałam i poszłam w stronę rakiety,gdy doszłam weszłam do rakiety i wzięłam moje i Jaka rzeczy,wzięłam również moją przenośną mini lodówkę,wyszłam z rakiety i truchtem pobiegłam do Jaka.-gdy dobiegłam na miejsce zobaczyłam Jaka przy namiotach, zapytał-Jes,moje rzeczy też wzięłaś?-odpowiedziałam-Jasne,który namiot jest mój?-odpowiedział,trochę jakby rozśmieszony- Ten po lewej.-zapytałam zdezorientowana- Co cię tak śmieszy? O nie!Nie mów mi że nie wziąłeś moich kosmetyków jak cię prosiłam!-zdenerwowałam się,powiedział- Przyznaje,nie wziąłem,przepraszam.ziewnęłam,powiedziałam-Jestem zmęczona,a ty?-odpowiedział.-A też chodźmy do namiotów spać-Weszłam do namiotu,przebrałam się,położyłam się o śpiwora,to była okropna noc, w śpiworku miałam pełno piachu,nie miałam szczotki na rano aby uczesać włosy,a mój namiot do tego śmierdział spaghetti!Nie na widzę spaghetti!Gdy ochłonęłam zasnęłam z myślą że wszystko kiedyś wróci do normy.Tak mijały im dni na Marsie i ich związek się rozwijał, poznali "Życie na Marsie" i wrócili 2 miesiące po tym jak się tam znaleźli (inny astronauci ich znaleźli)

                                                                           Streszczenie:
   Jacob i Jessica mają po 20 lat,Jacoba marzenie to polecieć w kosmos,Jessica zrobiłaby wszystko żeby być blisko niego,Jacob z Jessicą zwiedzając "Nasa" usłyszeli               
że astronauci szukają amatora do lotu w kosmos,Jacob podekscytowany zgłasza Jessicę i jego,dla Jessiki to zły pomysł,próbowała mu to wyjaśnić ale na próżno, gdy wylecieli w kosmos Jessica strawnie się bała a Jacob podziwiał widoki,gdy za lądowali rakieta już nie miała paliwa, i zaczęli odkrywać "Życie na Marsie"
Hucky: Twoja praca jest po prostu okropna. To co tu napisałaś… teg
o się nie da czytać. Nie wiem, czy ktoś przeczyta taką całą książkę. Cztery na dziesięć punktów, to za dużo jak na tą pracę, ale się zlituję. Tyle błędów ortograficznych i gramatycznych, to ostatnio widziałem u mojej koleżanki, która chyba nigdy słownika na oczy nie widziała. Okropność
4/10
Marysia: Przekopiowaliśmy całość. Nic nie zmienialiśmy. Tekst ciągiem odstrasza. Dlatego robi się akapity, czyli odstępy. Tłumaczę, bo może nie wiesz. Robi się też dialogi. Ale nie w środku tekstu, tak jak
"usłyszałam głos Jacoba-Jessica?Jessica żyjesz?!-otwarłam oczy i powiedziałam piskliwym głosem-Żyję...Jacob...czy...my my dalej jesteśmy na...-przerwał mi-Tak"
Kochanie, nie można w ciągu pisać słów dwóch różnych bohaterów. Jeśli tak się robi w edytorze maila (chodź nie w moim, tak sprawdzałam) to pisz tekst w jakimś napisał Hucky.edytorze tekstu, na przykład wordzie, przy okazji podkreśli błędy ortograficzne, ale o tym już Hucky. 5/10
Shakinice: Praca podobała mi się. Czy jest to wymyslone ? Zbił mnie z tropu napis "Część Książki. Lecz jeżeli to jej praca to pozazdrościc wyobraźni:). Pracę oceniam na 10/10
Praca czwarta- Redie
Zabiorę Cię na Marsa,
chodź ze mną na pokład mój,
zobaczysz tam Marsjana
ubranego w kosmiczny strój…
I wcale nie będę zielony-
bo dla odmiany… niebieski!
Będzie miał długie wąsy,
świecące kolorami tęczy…
On na Twój widok się przestraszy,
a Ty się nim zachwycisz,
bo on będzie wyjątkowy,
iż żyje na niezwykłej planecie.
Będzie miał własne mieszkanko,
urządzone w marsjański styl,
w dodatku ta zaczarowana lampa,
która odstrasza złe sny…
On wieki zajęty pracą,
nad swoim kosmicznym pojazdem,
bez marzeń, bez zmartwień- samotnie,
czeka na lepszy świat.

-----------------------------------------------
Przyśnił mi się kiedyś sen…I teraz…już wszystko wiem! Naprawdę wszystko, wszyściutko, zaraz opowiem, prędziutko! Te wszystkie bajki co Wam wciskają już od małego, no w sumie…na początku nie było nic w tym złego! Ale ludzie ileż można? Marsjanie!? Na Marsie!? Ta…i może jeszcze co piątek, przylatują do nich Wenusianki grać w pokera!? No błagam… Tego już za wiele! Ja Wam całą prawdę powiem, co tak naprawdę się tam wyprawia… Otóż o żadnych Marsjanach nie ma mowy! Żadne stworki, bez głowy! Nic z tych rzeczy, oj nie,nie! Wiecie co naprawdę tam jest? Jedna wielka, czarna dziura…! - z małymi plamkami na te ich Pożal się Boże Marsjańskie Mcdonaldy! Mieszka ich tam z tysiąc, dwa? - Miejscówka unowocześniona… A wygląd ich!? Wszystko to tam jakieś tak duże, bo i oni duzi są… Z metr dziewięćdziesiąt każdy! Wyglądali jak jakieś… 200 kg hipopotamy w kropki- No bo wiadomo w tych ich Mcdonaldach non stop przesiadują…A te kropki, dla szczegółu to każdy ma… i to w dodatku NIEBIESKIE! Tak jakby ich kto codziennie z rana płynem do płukania ust opłukał… no ale nikt się tam tym nie przejmuje, no bo wiadomo- wszyscy jednakowi i każdy swojego patrzy… Jedyne co mnie zdziwiło- to przecież…to wszystko mi się przyśniło! To tylko moja wyobraźnia wymyśla takie rzeczy, nikt tak naprawdę nie wie, kto żyje w tym niezwykłym świecie.


Hucky: Muszę przyznać, że twoja praca przypadła mi do gustu.  Szczególnie te "Zabiorę Cię na Marsa, chodź ze mną na pokład mój, zobaczysz tam Marsjana ubranego w kosmiczny strój…". Owszem... było parę błędów gramatycznych, ale praca jest całkiem spoko. Daję 8/10
Marysia: Nie bijcie, ale nie zrozumiałam drugiego tekstu. Pierwszy jest zdecydowanie lepszy. Chodź już się pogubiłam.  Najpierw rym: mój (...) strój…A potem ni z tego ni z owego: On na Twój widok się przestraszy (...) iż żyje na niezwykłej planecie.
WTF?! Jak piszesz tzw. biały wiersz to nie może się pojawić rym. Albo wszędzie, albo nigdzie, bo wygląda to cholernie niestetycznie. 6/10 bo nie ma błędów ortograficznych.

Shakinice: fascynująca praca lecz coś mi w niej brakowało. Niestety nie wiem co ale tego hmm.. "czegoś" nie ma. W pracę widać włożono dużo wyobraźni :). Pracę oceniam  7/10.
Praca piąta- Kolorowa Herbata
Ktoś kiedyś słyszał, że na Marsie
Jest pełno domów i fabryk.
A w każdym domu
Marsjańska rodzina toczy marsjańskie życie.
Każdy marsjański maluch ma swoją marsjańską zabawkę.
A każda marsjańska zabawka swój pierwszy dom ma
w marsjańskiej fabryce.
Na Marsie dużo się dzieje.
Są tu dyskoteki z marsjańskimi światłami
Jest także kasyno "Ludziom wstęp wzbroniony".
Te kasyno ma swoje marsjańskie żetony i marsjańskie kasy.
Na marsie jest także waluta: marsjaniki.
A każdy taki marsjanik to jedna Polska złotówka.
Marsjanie mają marsjańskie samoloty i latają nimi w marsjańskie
podróże.
Na Marsie jest dużo sklepów z marsjańskimi ubraniami i marsjańskim
jedzeniem.
Jest także park z marsjańską ławką, na której siedzi marsjańska
para.
Marsjańska dziewczyna ma oczy duże i skórę niebieską
Marsjański chłopak oczy malutkie i skórę w kolorze zieleni.
Kochają się oni marsjańską miłością i mają na palcach marsjańskie
pierścionki.
A kto tej bajki nie słyszał to słyszy
I niech wierzy, bo na Marsie jest życie.

Marysia: Całkiem fajnie, że użyłaś słowa pokrewnego do Marsjanin w każdym wersie. Niezła praca. 7/10

Hucky: Twój wiersz podoba mi się, ale jakoś... no nie wiem... wydaje mi się, że gdzieś, kiedyś go już słyszałem. Ale nic tam... Ode mnie masz 7/10. ;)
Shakinice: Bardzo mi się podobała. Polonistka uznałaby że jest za dużo określeń typu "marsjańskie", ale mi się to podobało :). Jej pracę oceniam 8/10.
Marysia: I o to chodzi. Refren w wierszach, często się powtarza. Tak jak w piosenkach x

Szósta praca- Mystic
Nayaga obudziła się z głębokiego snu. Obróciła się na drugi bok, gdy nagle jej spojrzenie padło na budzik. Była już 14:10! Jeszcze tylko dwadzieścia minut do 15:00,
a wtedy ma lekcje. Czas na Marsie leci inaczej niż na Ziemi. Tutaj doba ma czterdzieści osiem godzin, godzina trzydzieści minut, a minuta  sześćdziesiąt sekund.
         Miała przedziwny sen, który w pierwszej chwili ją zaniepokoił! Śniło jej się że ludzie odkryją iż na Marsie jest życie. „Ale ludzie to tylko bezrozumne zwierzęta! Gdyby nauczyli się myśleć  już dawno by o tym wiedzieli” Pomyślała dziewczynka, uśmiechając się na myśl o głupocie ludzkiej.  Jej spojrzenie padło na lustro. Widziała w nim 14-letnią dziewczynę
o długich fioletowych włosach i zielonej skórze. „Jak dobrze że jestem Marsjanką a nie Ziemianką. One są strasznie brzydkie”. Chwyciła szczotkę do włosów i zaczęła się czesać. Następnie ubrała się w standardowy mundurek szkolny. Była to przylegająca do ciała srebrna sukienka z ramiączkami, które sięgały po zewnętrznej stronie ręki do łokcia. Szkoła „pożyczyła” pomysł na strój od Lady Gagi, jedynej stylowo ubierającej się kobiety na Ziemi. Zbiegła po schodach i dotarła do kuchni. Usiadła na krześle, które (podobnie jak inne meble) unosiło się leciutko nad podłogą. Przyczyną tego zjawiska była marsjańska grawitacja. Żeby się nie unosić nad ziemią obywatele tej planety noszą specjalne buty. Jednak meblom butów się nie ubierze! Było to zresztą urozmaicenie, które czasami prowadziło do śmiesznych wypadków.
Naprzeciwko siedzieli jej rodzice. Mama miała na imię Gesmya natomiast ojciec- Folows.
Nayaga odziedziczyła po matce kolor skóry, a po tacie kolor włosów. Nagle do pomieszczenia weszła jej starsza siostra Roseyala.( z powodu długiego imienia większość mówiła do niej Rosey) Na jej widok wszyscy zamarli z przerażenia.
-Coś ty ze sobą zrobiła?- zapytała jej matce, ze zdenerwowania kręcąc lok swoich włosów w różowym kolorze.
-Ach to, fajnie wyglądam co?- spytała 16-latka uśmiechając się promiennie. Dziewczyna była ubrana jak człowiek. Żadnych wymyślnych ciuchów ala Lady Gaga tylko zwykły
T-shirt i dżinsy. Włosy przefarbowała na blond, a skórę przemalowała na kremowo. Skutek: Wyglądała jak Ziemianin.
-Fajnie?! Czy wyglądasz fajnie?! Nie będziesz jeść z nami dopóki nie przywrócisz się do normalności!- wykrzykiwał Folows. Gdyby mógł z pewnością zrobiłby się czerwony ze złości ale jego skóra już miała taki kolor.
-Dobrze! W takim razie zjem na mieście!- krzyknęła Rosey i wyszła z domu.
-Ach ten bunt nastolatek! Jeszcze trochę i nie wytrzymam- mamrotała Gesmya.
Nayaga pośpiesznie zjadła i wyszła z domu żeby uniknąć wplątania w awanturę. Ogarnął ją miejski gwar. Widok który przed sobą widziała przeraził by każdego z lękiem wysokości. Domy unosiły się wysoko nad ziemią, nie było dróg tylko nowoczesne samochodo-statki. Jednak one były tylko dla pełnoletnich. Młodsi musieli się zadowolić czymś podobnym do hulajnogi tylko że zamiast kółek były silniki i oczywiście pojazdy unosiły się w powietrzu. Dla tych co nie chcieli latać czymś takim było urządzenie które robiło wielkie bańki. Istota w środku mogła wybrać cel podróży a bańka ją tam zabierała. Dziewczynka szybko wskoczyła na swoją „hulajnogę” i ruszyła w drogę. Mijała zapracowanych Marsjan, tych spokojnych, zestresowane matki i ich krzyczące dzieci oraz wiele innych. W środku miasta wisiał ogromny bilbord reklamujący zdrową żywność czyli frytki, hamburgery, pizze itp. Nayaga miała słabość do niezdrowej żywności, gdyż kochała marchewkę i ogórki. Dostawała od rodziców karę za jedzenie takiego „świństwa”. No ale cóż nawet to nie zmieniło jej upodobań. W końcu doleciała do szkoły. Był do duży budynek, kształtem przypominający ludzki zamek. Dyrektor w tamtym roku postanowił pomalować go
w tęczowe kolory. Jednak nawet to nie umiliło uczniom nauki. Dziewczyna pobiegła na zajęcia. Najpierw marsjański (po co ktoś to wymyślił?), potem matematyka (tą lekcje należy oddać ludziom), Ziemski (nie mam zamiaru gadać z człowiekiem...), nauka latania (ja już to umiem), lekcja stylu (najprzyjemniejsza lekcja w szkole), wojsko (to co ludzie nazywają
w-f  tylko że u nas jest to dużo gorsze), koleżeństwo (chłopcy nic nie kapują) i nauka dokładności (tortura). W południe zajęcia dobiegły końca. Nayaga i jej przyjaciółka Jasmyne wybrały się na przejażdżkę. Pod sklepem  z lodami spotkały Rosey i jej  paczkę. Wyglądali okropnie! Wszyscy patrzyli na nich jak na kogoś z innej planety (mieli ku temu powody. W końcu oni tak wyglądali!). Dziewczyny nawet się nie zatrzymały żeby z nimi pogadać. Byłby to straszny wstyd!  Postanowiły pojechać do Wesołego Miasteczka. Wybrały okrężną drogę przez łąkę aby podziwiać widoki. Piękne kwiaty, każdy inny, tak to było wspaniałe. Niebo zasłaniało coś co przypominało błonę. Była to tarcza która informuje ludzi że na Marsie nie ma żywej istoty. Ta bariera pokrywała całe niebo wokół planety. Po przyjemnej podróży przyjaciółki dotarły na miejsce. Kochały Wesołe Miasteczko pomimo tego że niektóre rozrywki były strasznie niebezpieczne. Spędziły całe popołudnie na wspaniałej zabawie. Igrały z rekinami i piraniami, skakały po wielkiej galarecie, latały na ogromnych ptakach, jeździły kolejką górską no i oczywiście uciekały przed dinozaurami, które Marsjanie podkradli z Ziemi. Potem przyszedł czas na odrabianie lekcji. Po ich zrobieniu dziewczynki poszły jeszcze odwiedzić dom strachu i poskakać po wybuchających kałużach. Niestety każda zabawa kiedyś się kończy. Nayaga pożegnała się z Jasmyne
i poleciała do domu. Tam czekała ją awantura.
-Co ty sobie wyobrażasz? Cały dzień na dworze i może jeszcze pójdziesz książkę poczytać? Wiesz że to jest zły tryb życia. Masz iść oglądać telewizję i grać w gry komputerowe albo dostaniesz karę!- denerwował się jej ojciec
-Spokojnie, już idę oglądać.-powiedziała zawiedziona dziewczynka gdyż miała ochotę przeczytać ciekawą książkę. Oglądała film dokumentalny o zwierzętach. Tym razem był to interesujący odcinek, gdyż opisywał ludzi. Potem oglądała sławnych Marsjan i horror o tym że Ziemianie zmądrzeli i atakują Marsjan. To był by ich koniec! Następnie pograła sobie
w ubieranie różnych postaci, weszła na mm (czyli madu-madu), posłuchała piosenek swoich idoli i w tajemnicy przeczytała książkę pt.”Nie bądź człowiek i nauczyć się modnie ubierać”. Zjadła szybko kolację i poszła się umyć. Jej rodzice strasznie się zamartwiali bo Rosey jeszcze nie wróciła do domu. Nayaga zobaczyła siostrę dopiero gdy (już w piżamie) kładła się spać.
     „Ciekawe czy na Ziemi dni są ciekawsze i fajniejsze” zadała sobie pytanie. „Na pewno”- pomyślała- „W końcu tu codzienność jest taka zwykła, zero niespodzianek, nic nie przerywa tej monotonii, wszystko zostało już  odkryte, a na Ziemi jest jeszcze szereg możliwości”
Stwierdziła dziewczyna by po chwili zasnąć.

Hucky: Muszę szczerze przyznać, że twoja praca jest najlepsza z tych, które jak dotąd oglądałem/ czytałem. Masz dziewczyno wyobraźnię. Dawno nie czytałem tak ciekawego opowiadania. Z wielką chęcią… 10/10
Marysia: Podoba mi się. Mogłaś trochę bardziej opisać wygląd głównej bohaterki, albo opisać, jak dziwnie wyglądała jej siostra, ale nie będę się czepiać. Podoba mi się i chciałabym jeszcze przeczytać jakieś twoje prace. ;) Daję ci 10/10.

 No i pozostaje nam ogłosić kolejne zadanie.
Wysyłajcie prace tym razem na maila:
konkursaka@wp.pl

piątek, 15 lipca 2011

Konkurs

Witam witam! Tu jedna z jurorek konkursu AKA, Marysia.
Jurorzy: Hucky, Marysia, Scarlet Vinette i Shakinice.
Nagroda została podniesiona, ale nie zdradzimy o ile. Zgłaszajcie się w naszych galeriach
Zapraszamy i pozdrawiamy ;)